Wydawca: INFOR Biznes Sp. z o.o.
01-042 Warszawa,
ul. Okopowa 58/72
Dot. sprostowania do tekstów
„Likwidacja licencji i zezwoleń ułatwi zakładanie firm”, „We władzy urzędu” oraz
„Działalność gospodarcza nie będzie ograniczana”
Szanowny
Panie Redaktorze
Aż trzy teksty autorstwa Małgorzaty Piaseckiej – Sobkiewicz
poświecone projektowi ustawy o znoszeniu barier zamieszcza Dziennik Gazeta
Prawna z dnia 20.01.2010.
Z przykrością stwierdzamy, że autorka tym razem nie wykazała
się znajomością tematu.
W komentarzu z dnia 20 stycznia br. w Dzienniku – Gazeta
Prawna pt: We władzy urzędu Małgorzata Piasecka-Sobkiewicz pisze: „Firma z
mniejszą siłą przebicia, która chce wykonywać działalność reglamentowaną, nie
zdobędzie zezwolenia lub wpisu do odpowiedniego rejestru, mimo że nie jest
wcale gorsza od operatywnego fachowca.” O co tu chodzi autorce? Nie ma sensu porównanie firmy z
osobą np. przychodni medycznej z lekarzem, firmy obrotu nieruchomościami z
pośrednikiem w obrocie nieruchomościami (osoba z licencją), firmy transportowej
z kierowcą, czy innej struktury organizacyjnej - z osoba fizyczną wykonującą
konkretny zawód?
Licencja zawodowa to nie koncesja
Co wspólnego ma licencja z prowadzoną działalnością
gospodarczą?
Działalność w zakresie obrotu nieruchomościami – o czym
wielokrotnie informowaliśmy media, a więc prowadzenie agencji obrotu
nieruchomościami nie wymaga pozwolenia, koncesji czy też licencji.
Licencji wymaga jedynie wykonywanie przez konkretne osoby fizyczne czynności
pośrednictwa, bo za to pośrednik w obrocie nieruchomościami bierze
odpowiedzialność. Licencja, czyli potwierdzenie kwalifikacji zawodowych nie ma nic
wspólnego z prowadzeniem działalności gospodarczej. Można jednak twierdzić, że
ma, bo agencja, aby przygotowywać transakcje musi zatrudnić wykwalifikowanego
pośrednika w obrocie nieruchomościami czyli osobę z licencją zawodową. Otóż
można sobie kupić ciężarówkę i dostarczać nią towary, tylko za kierownicą też
musi siedzieć kierowca z prawem jazdy. Można być deweloperem (i na to nie
trzeba pozwolenia ani koncesji), ale budowę musi prowadzić i odpowiadać za nią
kierownik budowy z odpowiednimi uprawnieniami, które są niczym innym jak
właśnie licencją. Wykładając dalej: licencja budowlana kierownika budowy ma
chronić między innymi budynek przed zawaleniem i za to kierownik budowy bierze
odpowiedzialność zawodową. Licencja pośrednika ma chronić między innymi przed
oszustwami na rynku nieruchomości i za to pośrednik bierze odpowiedzialność
zawodową.
Dalej autorka pisze: ”Dlatego nie brońmy licencji. Nie
brońmy zezwoleń i koncesji. To one są źródłem urzędniczej samowoli”. Licencje
pośredników w obrocie nieruchomościami nie są żadnym źródłem samowoli
urzędniczej, bo dostaje je każdy, kto spełni wymagania kwalifikacyjne:
wykształcenie wyższe kierunkowe lub inne wyższe i kierunkowe studia
podyplomowe, 6 miesięczna praktyka według wymagań ustawowych oraz brak karalności
za przestępstwa przeciwko mieniu. Gdzie tu miejsce na samowolę urzędniczą?
Zresztą już w innym artykule w tym samym numerze „Działalność
gospodarcza nie będzie ograniczana” Małgorzata Piasecka
– Sobkiewicz przedstawiając tabelki z działalnością, która jest regulowana lub
wymaga koncesji i pozwoleń - nie wymienia obrotu nieruchomościami, bo
działalność w tym obszarze nie wymaga koncesji, pozwoleń ani nie jest
regulowana.Regulacjom podlega jedynie zawód pośrednika, bo stawiane są
mu wyłącznie wymagania kwalifikacyjne oraz etyczne. Możemy wskazać duże agencje
sieciowe, których właścicielom brak licencji nie przeszkadza w prowadzeniu
szeroko zakrojonej działalności w obrocie nieruchomościami.
Bez licencji jakość usług się poprawi?
Zdajemy sobie sprawę, że z wielu środowisk biznesowych płyną
propozycje, aby zrezygnować z wymagań kwalifikacyjnych i dopuścić do
przygotowywania transakcji każdego, bo to spowoduje potanienie usług, ale chyba
jedynie wtedy, gdy usługi pośrednictwa sprowadzimy do udostępniania ofert
(adresów) za pieniądze. Niemal każdą transakcję dotycząca nieruchomości np.
sprzedaży poprzedza umowa przedwstępna, przy której płacone są zaliczki lub
zadatki, ustala się zakres i terminy transakcji przeniesienia własności, jej
sposób wykonania np. płatności, warunki odstąpienia od umowy itd. Zanim do tego
dochodzi sprawdzać trzeba stan prawny, ekonomiczny i techniczny nieruchomości,
przygotować niezbędne informacje i objaśnić je klientowi. Na tym etapie
dochodzi do powierzania pośrednikowi informacji o stanie majątkowym i rodzinnym
klienta. Czy mamy dopuszczać do przygotowywania obrotu ludzi, którzy nie
widzieli księgi wieczystej i mylą ją z hipoteką, albo nie potrafią odróżnić
warunków zabudowy od planu zagospodarowania przestrzennego, nie rozumieją pojęć
odrębnego majątku lub wspólności małżeńskiej, ani wielości podatków i tytułów
prawnych do nieruchomości? A Pani red. Piasecka na pierwszej stronie Waszej
znanej z fachowości Gazety twierdzi (i jest to podtytułem artykułu): „Likwidacja
licencji w zawodzie pośrednika nieruchomości ograniczy prowizje i poprawi
jakość usług”?! Rzeczywiście poprawi jakość?
Licencjonowanym pośrednikom stawia się wymagania
kwalifikacyjne i obowiązkowo muszą być ubezpieczeni od odpowiedzialności
cywilnej. To jest w interesie klientów. Ubezpieczenie firmy tego nie załatwi.
Firmę można szybko zlikwidować i kto wówczas będzie ponosił odpowiedzialność?
Licencjonowany pośrednik ponosi osobistą odpowiedzialność, a transakcje firmuje
własnym imieniem i nazwiskiem. Każdy klient ma możliwość sprawdzić czy osoba,
której powierza swój majątek ma odpowiednie kwalifikacje i ubezpieczenie. To w
interesie konsumenta, czyli klienta stawiane są w różnych zawodach wymagania
kwalifikacyjne, potwierdzane licencjami zawodowymi (np. w tak wolnych
gospodarczo USA i Kanadzie), co więcej na pośredników w tych krajach tak jest i
w Polsce nakłada się obowiązek systematycznego dokształcania, bo przecież
bezustannie zmieniają się przepisy regulujące rynek nieruchomości. W Unii
Europejskiej konsument jest uważany za słabszego uczestnika rynku i z tego
powodu należy mu się szczególna ochrona przed działaniami
profesjonalisty-przedsiębiorcy. Ochrony tej nie zapewni konsumentowi
tylko wzrost ilości usługodawców, daleko idące ułatwienia w rozpoczynaniu
działalności w sferze usług, poszerzenie niezbędnych informacji udzielanych
usługobiorcom, obniżka cen wymuszona konkurencją na rynku. Problem dostrzegła
dyrektywa 2006/123/WE. Pojęcie „nadrzędnego interesu publicznego” obejmuje
między innymi ochronę konsumentów.
Uprzejmie prosimy o zamieszczenie tego sprostowania i
wyjaśnień, aby czytelnik Waszego poważnego dziennika mógł jednoznacznie
zrozumieć różnice między koncesją, pozwoleniem a licencją zawodową. W kwestii
formalnej dodamy jedynie, że z Ministerstwa Gospodarki uzyskaliśmy informację,
że projekt wspomnianej ustawy o ograniczaniu barier jest „wstępnym projektem” i
jest w fazie pre-konsultacji, a na pewno nie jest przyjęty przez rząd, ani
gotowy do przedstawienia na Radzie Ministrów. Jednocześnie informujemy, że
zniesienie licencji zawodowych wymaga zmian w ustawie o gospodarce
nieruchomościami, której gospodarzem jest resort infrastruktury.
Wydaje się, że gdyby projekt ustawy o znoszeniu barier
miałby zawierać zmianę ustawy o gospodarce nieruchomościami, to resort
infrastruktury z pewnością konsultowałby z zainteresowanym środowiskiem
zawodowym oraz przedsiębiorcami prowadzącymi ten rodzaj działalności, zaś same
zmiany byłyby zaprezentowane na stronie resortu infrastruktury, co do chwili
obecnej nie ma miejsca. Na stronie Ministerstwa Infrastruktury znajduje się
komunikat o następującej treści:
„W związku z nadsyłanymi pocztą elektroniczną licznymi
protestami dotyczącymi zmian Ustawy o ochronie praw lokatorów oraz Ustawy o
gospodarce nieruchomościami, przygotowanych przez Ministerstwo Gospodarki -
Departament Strategii Budownictwa i Mieszkalnictwa oraz Departament Gospodarki
Nieruchomościami uprzejmie informują zainteresowanych, że dotychczas do
Ministerstwa Infrastruktury nie wpłynął żaden projekt nowelizacji omawianych
ustaw. W tej sytuacji nie może być zajęte stosowne stanowisko.”