Stanowisko PFRN w sprawie programu "Rodzina na swoim"
Ponownie zmuszeni jesteśmy wyrazić zaniepokojenie
przygotowywanymi zmianami dotyczącymi programu „Rodzina na swoim”. Nasze
stanowisko dotyczące ograniczenia dopłat do finansowania zakupów w ramachprogramu „Rodzina na swoim” wyłącznie do
nowych mieszkań przedstawiliśmy już w dniu 27 lipca 2009 r.
Obecne informacje o przygotowywanych zmianach programu
„Rodzina na swoim” znamy jedynie z dziennikarskiej relacji - plany resortu
infrastruktury przewidują likwidację programu „Rodzina na swoim” za trzy lata,
natomiast już od przyszłego roku wycofane byłyby z programu zasoby z rynku
wtórnego. Rząd zamierza też wprowadzić obniżkę limitu ceny dopuszczającego lokale do programu
ze 140 do 130 proc. wartości odtworzeniowej metra kwadratowego.
Jakie skutki może wywołać
zapowiedź tych decyzji?
Do końca tego roku może to sztucznie ożywić rynek – ale głównie
mieszkań używanych, po czym w następnym roku przez wiele miesięcy może trwać na
tym rynku zastój, zanim uczestnicy rynku dostosują się do nowych warunków. Sztuczne
ożywienie może też wystąpić jeszcze w tym roku na rynku pierwotnympod hasłem „bierzcie droższe lokale – bo one
w przyszłym roku już się w programie nie zmieszczą”. Sytuacja nie jest nowa. Od
lat znamy taką rzeczywistość, że rynek nieruchomości w IV kwartale jest
pobudzany planowanymi na przyszły rok zmianami podatkowymi dotyczącymi rynku
mieszkaniowego.
Po wycofaniu mieszkań używanych z programu dopłat do kosztu kredytu
przez kilka miesięcy można się raczej
spodziewać zastopowania obrotu, bo i na rynku pierwotnym i na wtórnym
potencjalni nabywcy będą oczekiwali
obniżek cen. Na rynku wtórnym część
potencjalnych klientówpo prostu utraci
zdolność finansową do kupna mieszkania, ale nie zyska jej na rynku pierwotnym –
bo tam i tak ceny są wyższe. W ten sposób zamiast ożywienia spotkamy zastój,
a chyba nie o taki cel chodzi.
Warto się zastanowić jakie są przyczyny, że przy równym dostępie
do finansowaniadofinansowaniaponad 60 proc. klientówwybierarynek wtórny. Oznacza to,
żeoferta deweloperska nawet przy
podobnych cenach – nie spełnia oczekiwań klientów, bo oferowane w programie
„Rodzina na swoim” nowe lokale mają na ogół nieciekawe rozkłady, są to lokale
na ogół małe, stosunkowo drogie i w odległych dzielnicach. Rodziny oczekują co
najmniej trzyizbowych i czteroizbowychmieszkań,
podczas gdy wwśród nowych lokalimogą wybierać najwyżej wśród dwuizbowych (jako
izbę określamy pomieszczenie z oknem).
Do tego banki
chętniej finansują zakupy na rynku wtórnym z uwagi na możliwość szybszego
ustanowienia hipoteki i większe bezpieczeństwo transakcji.
Warto teżzwrócić
uwagę na mniejsze miasta, gdzie powstaje niewiele nowych lokali i domów przeznaczonych na sprzedaż. Tam
dominuje budownictwo jednorodzinne sposobem gospodarczym, w obrocie sązasoby spółdzielcze z dawnych lat i wykupione
lokale komunalne. Na ogół też dochody
ludności są niższe niż w wielkich miastach i budowa mieszkań na sprzedaż nie
zapewnia takich zysków co w wielkich miastach. Wycofanie z programu „Rodzina na
swoim” dopłat do mieszkań i domów z wtórnego rynku uniemożliwi wielu
średniozamożnym rodzinomnabycie dachu
nad głową.
Do tej pory program „Rodzina na swoim” – praktycznie dotuje bezdomną rodzinę, która kupujemieszkanie lub dom na własne potrzeby.
Plany rządu – zmieniłyby cel dopłat. Byłoby to dofinansowanie
marży deweloperskiej, aby utrzymać wysokie ceny metra kwadratowego, często
dwukrotnie przekraczające przeciętne miesięczne wynagrodzenie. Praktycznie jest to preferowanie jednego rodzaju
dostawcy towarujakim jest mieszkanie.
Dotychczas doświadczenia ze stosowania różnychulg i dopłat wykazują, że ani ulgi podatkowe,
ani dopłaty do odsetek nie przysparzają większej liczby mieszkań, więc
widocznie nie tędy droga. Wielokrotnie i sami deweloperzy wskazywali na
zupełnie inne bariery w budownictwie mieszkaniowym jak np. brak planów
zagospodarowania przestrzennego a także biurokratyczne mitręgi przy przygotowaniu
inwestycji.
Naszym zdaniem projektowane zmiany powinny być przedmiotem
publicznej debaty z udziałem wszystkich uczestników rynku mieszkaniowego,
bowiem Polska jest na szarym końcu wśród
państw europejskich pod względemliczby
budowanych mieszkańprzypadających na
1000 mieszkańców.